nowiny Z Anną Schmidt – Rodziewicz, radną wojewódzką PiS o problemach uchodźców i tego, czy nasz region jest przygotowany na ich przyjęcie.

Powinniśmy witać uchodźców z otwartymi rękoma czy zamknąć się przed nimi?

Temat jest bardzo trudny i złożony. Przede wszystkim należałoby zacząć od pytania, czy w tej sprawie nie powinni się wypowiedzieć polscy obywatele? Polska ma być czwartym państwem w Unii przyjmującym największą liczbę uchodźców, po Niemczech, Francji i Hiszpanii. Mamy przyjąć ok. 12 tys. imigrantów.

Część kosztów związanych z ich utrzymaniem, a także sprowadzonych w późniejszym czasie ich rodzin, Polska będzie musiała zapłacić z własnego budżetu. Jesteśmy na to gotowi? Czy naszą gospodarkę można porównywać z gospodarką Niemiec, głównego inicjatora tej akcji? Chyba nie.

Zwolennicy dużej otwartości twierdzą, że kiedyś Polacy byli w podobnej sytuacji i otrzymywali pomoc.

Polacy w trakcie II wojny światowej walczyli na frontach całego świata. Czy uchodźcy stanęliby do walki za naszą polską wolność? Czy raczej będą się starali ją ograniczyć, chociażby w sensie społecznym, narzucając nam swoją kulturę, obyczaje i przede wszystkim religię. Polska wolność okupiona jest krwią, począwszy od czasów królestwa polskiego, poprzez zabory, dwie wojny światowe i wreszcie czasy PRL. Czy teraz historia ma się powtórzyć? Polacy za granicą nigdy nie narzucali obywatelom obcych państw swojego „ja”, nie jesteśmy ekstremistami. Niepokojące są natomiast doniesienia medialne o aktach przemocy uchodźców w wielu krajach, również Niemczech, Francji czy Szwecji.

Słychać opinie, że imigranci powinni dostosować się do kultury, obyczajów kraju do którego przybywają. Czy podziela pani to zdanie?

Zdumiewają mnie deklaracje części imigrantów, którzy w sposób jawny odrzucają prawa i obyczaje panujące w naszym kraju. Wiele takich wypowiedzi widziałam w internecie. Nie wszyscy z tej grupy to prawdziwi uchodźcy, którzy uciekają tylko przed wojną w swoim kraju. Tu raczej o asymilacji nie będzie mowy. Przeciwnie, może dojść do sytuacji, w której zdeterminowana mniejszość będzie próbowała narzucić swoje prawa większości.

Ze względu na położenie, problem uchodźców może dotyczyć Podkarpackiego. Czy jesteśmy na to przygotowani?

Obawiam się, że nie. Jesteśmy regionem, w którym najbardziej żywe pozostają złe wspomnienia z wojennej i PRL-owskiej okupacji wschodniego sąsiada. Dlatego nie tylko ze względów ekonomicznych, o których wspominałam wcześniej, ale również społecznych będzie nam trudno oswoić się z nową sytuacją.

Źródło: Nowiny24.pl