Ekspres JarosławskiWywiad z poseł Anną Schmidt-Rodziewicz o sytuacji w jarosławskim PiS.

Nie udała się koalicja PiS-u z burmistrzem. Jakie jest pani zdanie na jej temat?
– Nie można mówić, że koalicja się nie udała. Każda próba mediacji, dogadania się w wymiarze lokalnym ma sens i powinna prowadzić do dobrej zmiany. Rzeczywiście koalicja rozpadła się i źle się stało. Może zabrakło dobrej woli obu stron. Teraz nie ma co szukać winnych, trzeba iść do przodu i zastanowić się, jak tę sytuację rozwiązać.

Efektem zerwania koalicji był rozpad Klubu Radnych PiS.
– W punkcie startu klub PiS liczył jedenastu radnych. Potem udało się zachęcić do współpracy jeszcze pięciu radnych. Stanowiliśmy miażdżącą większość. Po części to co się stało jest efektem rozbitej koalicji, ale i kryzysu wewnątrz klubu radnych. Doszło do zmian szefa klubu. Wybór powinien odbywać się w porozumieniu ze wszystkimi radnymi. Jeśli klub ma dobrze funkcjonować to radni powinni wyłonić go sami. Szef klubu powinien cieszyć się zaufaniem, estymą i współpracować na zewnątrz ze wszystkimi Anna_Schmidt_Rodziewiczradnymi i, oczywiście, z burmistrzem. Tutaj niestety do takiego wyłonienia nie doszło i radni mieli demokratyczne prawo zaprotestować. Będziemy próbowali scalić tych radnych, wybrać takie władze klubu, które będą akceptowane przez wszystkich radnych. To są członkowie PiS i chcemy, by nadal stanowili Klub Prawa i Sprawiedliwości, bo pod taką, banderą szli do wyborów.

W klubie radnych PiS wybór przewodniczącego został przecież dokonany? Radna Bożena Łanowy jest przewodniczącą klubu.
– Tak, ale stało się tak, że nie uzyskała akceptacji wśród większości radnych, może trzeba wyłonić osobę, która scali ten klub i pod której przewodnictwem ten klub będzie chciał pracować w całości. Jest wola z obu stron do tego, żeby usiąść do rozmów. Czasami taki zimny prysznic jest potrzebny, by spojrzeć obiektywnie.

A czy to nie starosta Tadeusz Chrzan za bardzo ingerował w wolę radnych, co spowodowało podział radnych PiS na dwa kluby?
– W każdej partii jest tak, że decyzje o zawarciu koalicji należą do władz partii, władz powiatu czy władz okręgu. My wszyscy zajęliśmy się kampanią wyborczą do parlamentu. Sprawy lokalne musiały zostać odsunięte. Teraz wracają. Ja jestem jedynym posłem prawicy w powiecie jarosławskim i sprawy miasta i powiatu są mi bliskie.

Czy będzie pani starać się o przejęcie władzy w powiecie?
– Nie będę, ponieważ zasada jest taka, że parlamentarzyści nie mogą ubiegać się o takie stanowiska. Parlamentarzysta zobligowany jest przede wszystkim do pracy w parlamencie, a pełnomocnik miejski czy powiatowy musi pracować na miejscu. Moim zadaniem jest przede wszystkim procedowanie ustaw, mam sporo pracy również w terenie. Mam cztery biura poselskie w czterech stolicach powiatu. Mam biuro w Jarosławiu, Przeworsku, Przemyślu, a dziś ruszyło biuro w Lubaczowie. Przyjęłam taką zasadę, że wszystkie osoby, które zgłaszają się do moich biur są przyjmowane i nie czekają miesiącami. Jestem członkiem trzech komisji i dwóch podkomisji. Przejęłam bardzo dużo obowiązków jako jedna z niewielu parlamentarzystów na Podkarpaciu.

Rozmawiała Ewa KŁAK-ZARZECKA

Źródło: ekspresjarosławski.pl