W kościele pw. św. Michała Archanioła w Kańczudze znajdują się najcenniejsze w regionie, renesansowe polichromie. Ale nie to nie koniec „skarbów”, które kryje ta świątynia.

Ks. prałat Wojciech Pac, proboszcz parafii pw. Św. Michała Archanioła w Kańczudze, wita nas lekko zaniepokojony. Co rusz zerka na telefon komórkowy leżący na stole. Gdy ten dzwoni, patrzy uważnie na ekran, szybko identyfikuje rozmówcę, podrywa się i oznajmia: To z ministerstwa dzwonią. Muszę odebrać – mówi i wychodzi. Za chwilę wraca rozpromieniony.- Przyznali nam te pieniądze na remont. Pełną kwotę. Dobrze, że przyjechaliście, bo przynieśliście szczęście – żartuje.Kilka dni czekał na ten telefon. Chodzi o dotację 100 tys. złotych na kontynuację prac renowacyjnych przy polichromii w kościele.

Arcydzieła ukryte pod grubą warstwą tynku
Ks. dr Pac parafię w Kańczudze objął w 2011 r. Szybko zorientował się, że kościół jest starszy niż powszechnie się przyjmuje.

– Z ekipą konserwatorów z Krakowa, Krystyną i Łukaszem Stachowiakami, rozpoczęliśmy prace badawcze w różnych częściach kościoła. Także w prezbiterium, bo ono wyglądało na najstarszą część. Okazało się, że głęboko, sześć do nawet osiem centymetrów, pod warstwą tynku, znajdują się fragmenty malowideł – opowiada proboszcz.

Obliczono, że warstw tynku, kładzionych przez stulecia w świątyni, może być nawet kilkanaście.

Specjaliści z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie wykonali badania chemiczne. Potwierdziły one, że są to bardzo stare malowidła. Zostały wykonane przy użyciu naturalnych barwników. Malachitu, azuryt, smalta, umbra, minia. Te barwniki używane były w okresie renesansu.

Ten kościół to podkarpacka perła renesansu
– Dalsze odkrywanie malowideł w roku 2012 i 2013 ujawniły na sklepieniu kościoła przepiękne ornamenty, wici roślinne. Wzory przypominające kobierzec turecki, dywan, bardzo bogate. Niektóre rośliny, które tam znaleźliśmy, trudno było nawet nazwać. Dopiero dłuższy pobyt w Bibliotece Jagiellońskiej i porównywanie „naszych” roślin z dawanymi wzornikami ujawniły, że mamy do czynienia z roślinami, które już nie występują w naturze, a przynajmniej w naszej strefie klimatycznej – opowiada ks. proboszcz.

Dla przykładu stradomia egiptica, który dzisiaj już nie kwitnie w Polsce. Jest też roślina przypominająca kiście winogron, to Arum maius.

– W wielu miejscach sklepienia znalazły się przeróżne gatunki tulipanów. Okres powstawania naszej polichromii zbiega się z momentem, w którym holenderscy botanicy dokonali pierwszych krzyżówek roślin i były to tulipany. Te kwiaty, w tamtym okresie miały wielką wartość. Zamożny narzeczony mógł pannie młodej, zamiast jednej czy drugiej wioski, w prezencie dać cebulki tulipanów – opowiada proboszcz.

W tych czasach te kwiaty rosły tylko na dworach królewskich i książęcych. Były bardzo drogie. Na sklepieniu kościoła w Kańczudze znalazły się pierwsze europejskie odmiany tulipanów.

– Wartość historyczna naszej polichromii jest ogromna – opowiada proboszcz i sprawnie prowadzi nas po kolejnych poziomach rusztowania. Przyzwyczajony do tych wędrówek zwinnie pokonuje kolejne drabinki. Nam idzie nieco gorzej. Raz, że kondycja słabsza, dwa, że nie możemy się nasycić malowidłami na ścianach.

– Na samej górze będzie najciekawiej – zachęca proboszcz.

Autor sklepienia zostawił swój podpis i datę zakończenia pracy
Autor malowideł na sklepieniu podpisał się, co było dość rzadko spotykane. To malarz Georgius Kwasnewicz. Podpis umieścił za ołtarzem. Dodatkowo, na ozdobnej wstędze datę. 1610 rok. Prawdopodobnie był profesorem Akademii Jagiellońskiej i jakieś realizacja wykonywał w Krakowie. Słynne sklepienie palmowe w krakowskim kościele Św. Krzyża jest bardzo podobne do tego w Kańczudze.

Prace przy sklepieniu zakończyły się w 2013 r. W kolejnym przyszedł czas na ściany prezbiterium. Malowidła ścienne są jeszcze starsze, niż te wykonane na sklepieniu. Są sceny nawrócenia św. Pawła, stare zacheuszki (świeczniki apostolskie). Jednak tutaj autorzy nie podpisali się, nie ma również daty wykonania dzieł. Konserwatorzy pewni są, że malowidła powstały w XVI wieku.

– Ściany odsłoniliśmy w 2014. Natomiast na ten zaplanowaliśmy konserwację końcową, estetyczną ścian. Na razie jesteśmy na etapie zdobywania pieniędzy na prace. Dochodzą dobre wieści, że Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków z budżetu wojewódzkiego, przyznała nam 150 tys. złotych. Mam jeszcze niepotwierdzone informacje, że marszałek podkarpacki dołoży nam 50 tys. złotych. Podobno minister kultury zadeklarował 100 tys. złotych, choć trwają perturbacje formalne, czy w całości przejmiemy tą kwotę – wylicza proboszcz.

Zaledwie kilka minut po wyliczance finansowej dzwoni do niego telefon. Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dofinansowane przyznane, cała kwota.

– Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków, pani dr Grażyna Stojak, jest głównym jakby „sponsorem” prac renowacyjnych. Każdego roku dokładali się burmistrz Kańczugi Jacek Sołek, marszałek województwa podkarpackiego oraz dwukrotnie minister kultury. Do tego własne środki parafii – mówi ks. Pac.

– Parafianie są dumni. Te odkrycia znacznie podniosły rangę kościoła. Wzrosło również znaczenie miasta Kańczugi na mapie turystycznej. Taką atrakcję będzie chciało zobaczyć wiele osób. Porównywalnej polichromii ściennej, renesansowej, o takim zachowaniu, o takiej formie na Podkarpaciu nie znajdziemy – zachęca ks. proboszcz.

Kościół znacznie starszy niż dotychczas sądzono
Turyści szybko odkryją, że świątynia w Kańczudze „oferuje” jeszcze wiele atrakcji. Choćby słynne ławy gdańskie.

Wykonane z czarnego dębu, solidne. Przepiękne, z wyrzeźbionymi herbami szlacheckich rodów. Mają już prawie 350 lat, do kościoła sprowadził je Stanisław Lubomirski. Przez setki lat są normalnie użytkowane, a nigdy nie były konserwowane. Są w dużo lepszym stanie niż współczesne ławki.

Starsza od ławek jest chrzcielnica. Ocenia się, że ma 400 lat. Przy nie chrzczono dzieci słynnych rodów, które rządziły Kańczugą. Pileckich, Lubomirskich, Odrowążów, Kostków i Sanguszków.Prace przy polichromiach pozwoliły również określić wiek świątyni na starszy niż do tej pory przypuszczano. Dotychczas sądzono, że kościół został zbudowany w 1611. Faktycznie w tym roku został rozbudowany i rekonsekrowany. Ale prace w prezbiterium pokazały, że zarówno malowidła, jak również sama substancja tej części kościoła jest starsza.

– Nie mamy dokumentów potwierdzających pierwszą konsekrację kościoła. Jednak przez analogie, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że budowany był końcem XV wieku. Dlaczego? W roku 1450 umiera Jan Pilecki, właściciel tych dóbr. Zostaje po nim trzech synów. Otto, Stanisław i Jan. Dzielą pomiędzy siebie miejscowości i budują w tych miejscowościach, m.in. w Kańczudze, kościoły kamienne. Ponadto w 1498 r. miał miejsce najazd tatarski i spalono dach kościoła. Na początku XVI w. Pileccy przeznaczają dwa łany ziemi na odbudowę kościoła. Dokumenty cały czas wspominają o istniejącym kościele – tłumaczy ks. Pac.

Źródło: nowiny24.pl